Łoś wpadł do kanału. Strażacy z opresji uwalniali go przez 6 godzin! Wyróżniony

  • Napisane przez  Miłosz Balcerzak
  • Wydrukuj
  • Email
Foto: Miłosz Balcerzak Foto: Miłosz Balcerzak

Pokaźnych rozmiarów łoś wpadł do kanału melioracyjnego łącza pomiędzy Łężycą i Przylepem, zielonogórskimi dzielnicami Nowe Miasto. Trwająca blisko 6 godzin akcja służb zakończyła się sukcesem i zwierzę powróciło na wolność!

W niedzielę, 29 września, około godziny 13:30 do dyżurnego operacyjnego Stanowiska Kierowania Komendanta Miejskiego PSP w Zielonej Górze wpłynęło zgłoszenie od zaniepokojonej rowerzystki. Kobieta, jadąc wzdłuż kanału melioracyjnego była świadkiem jak łoś, wybiegając z lasu wpada do kilkumetrowego rowu. Na miejsce zdarzenia udał się jeden zastęp straży pożarnej. Okazało się, że zwierzę nie potrafi samodzielnie wyjść z opresji, do działań zadysponowano kolejne dwa zastępy straży pożarnej. Zdecydowano również o zawiadomieniu lekarza weterynarii oraz Biura Ochrony Zwierząt.

Strażacy wspólnymi siłami stworzyli prowizoryczny podest z drzew oraz dywanu, po którym łoś mógłby wyjść na powierzchnię. Kolejnym problemem okazało się zachęcenie łosia, aby udał się do odległego o ponad 500 metrów pomostu. Strażacy błyskawicznie znaleźli rozwiązanie. Początkowo przy użyciu szybkiego natarcia, a następnie odcinka gaśniczego podawano prąd wody w kierunku zwierzęcia, aby zmusić je do przemieszczenia się. Po kilkudziesięciu minutach łoś doszedł do przygotowanego pomostu, jednak nie był skory z niego skorzystać. Podjęto decyzję o próbie uśpienia zwierzęcia.

Niestety mimo wysiłku i zaangażowaniu strażaków oraz weterynarza spłoszone zwierzę uciekło z powrotem wzdłuż kanału ściekowego do miejsca, w którym do niego wpadło. Mijała 3 godzina działań. Podjęta została decyzja o uwiązaniu liny do poroży łosia. Tutaj kolejny raz wiele osób mogło zobaczyć na własne oczy zaangażowanie, poświecenie oraz profesjonalizm zielonogórskich strażaków. W niespełna kilka minut udało się zaplątać linę o poroże. Akcja ratownicza wkroczyła w decydującą fazę. Strażacy wyznaczyli strefę niebezpieczną oraz pilnowali, by w pobliżu akcji nie było żadnych osób postronnych.

Jeden koniec liny był zaplątany w poroże łosia zaś drugi podczepiono do samochodu gaśniczego. Po kilku minutach łoś był już na powierzchni. Środek usypiający musiał zostać podany domięśniowo lub dożylnie przy użyciu igły ze strzykawka. Niebywałą zwinnością i profesjonalizmem wykazał się lekarz weterynarii, który po kilkunastu minutach podał pierwszą dawkę środka usypiającego. Na miejscu działań oczekiwał już transport dla łosia. 

Około godziny 19, nieprzytomny łoś został załadowany na przyczepę. Podjęto decyzję o pilnym transporcie zwierzęcia w okolice Nowej Soli, gdzie na łonie natury będzie mógł w spokoju powrócić do pełnej sprawności. I tak zakończyła się trwająca blisko 6 godzin akcja ratownicza.

Niestety zwierzęta bardzo często wpadają do tego kanału, zazwyczaj są to sarny. Strażacy przyznają, że łoś trafił im się po raz pierwszy.

Powrót na górę

Kategorie

PROGRAMY

Lokalne

Narzędzia

O nas

Obserwuj nas